Z Grodźca do Czarnocina

Chyba nikt nie spodziewał się tylu przygód na krótkiej w sumie trasie z Grodźca do Czarnocina. Zaczęło się od przebitych dętek, najpierw jedna, jeszcze zanim zrobiliśmy pierwsze dziesięć kilometrów, potem następna.

Po zmianie dętek, jechało się jednak dobrze, zwłaszcza gdy trasa prowadziła lasem, na otwartym terenie było bardzo gorąco. Doczekaliśmy się jednak miłego ochłodzenia, kilka kilometrów przed Górą świętej Anny, w Ligocie Górnej, złapała nas pierwsza burza. Na szczęście było jakieś zadaszenie, pod którym znaleźliśmy schronienie. Burza minęła i mogliśmy jechać dalej w pełnym słońcu. Tak dotarliśmy do Góry świętej Anny. Tutaj był dłuższy odpoczynek, można było zwiedzać (jeśli ktoś jeszcze nie zwiedził), zjeść obiad, wypić kawę. Kolejna burza zaczęła się właśnie podczas posiłku, przeczekaliśmy ją (tak nam się wydawało) i wyruszyliśmy w kierunku Czarnocina.  I wtedy właśnie rozpoczęła się prawdziwa ulewa i kanonada. Pioruny, błyskawice i deszcz. Nieźle zmoczeni dotarliśmy do agroturystyki, gdzie zaplanowany był nocleg. Stałym punktem naszych rajdów dwudniowych jest spotkanie integracyjne, podczas którego możemy porozmawiać na różne tematy, zjeść coś dobrego, czy po prostu powygłupiać się. Tak było i tym razem. Następnego dnia wstaliśmy wcześnie, by jak najprędzej dotrzeć do Grodźca, na popołudnie bowiem zapowiadano znowu burze. W pełnym słońcu, przy temperaturze przekraczającej trzydzieści stopni dojechaliśmy do domu przed opadami. W rajdzie wzięło udział 18 osób, przejechaliśmy niecałe sto kilometrów.