Stowarzyszenie Nasz Grodziec
Tel.+48 775464029
email:admin.grodziec@gmail.com

Nasz Grodziec

Stowarzyszenie

  • 1 1%

    Wpływy z 1% z ostatnich lat.
    Więcej ...
  • 2 Spotkanie członków

    Jeszcze w świątecznej scenerii w piątkowy wieczór (10 stycznia) miało miejsce w "Kuźni" noworoczne spotkanie członków Stowarzyszenia "Nasz Grodziec". Spotkanie było okazją do zapoznania się z działalnością Stowarzyszenia w roku ubiegłym, wspomnieniem najdłużej działających członków Stowarzyszenia podziękowaniem za owocną współpracę a także złożeniem życzeń na 2020r.
    Więcej ...
  • 3 Spotkanie opłatkowe

    Tradycyjnie już 22 grudnia Sołtys, Rada Sołecka i Stowarzyszenie „Nasz Grodziec” zorganizowali w świetlicy wiejskiej doroczne spotkanie dla najstarszych, samotnych osób mieszkających w naszej wsi. Zawsze o Nich pamiętamy, to Oni przekazali nam tradycje i zwyczaje przywiezione z Kresów. Często czerpiemy wiedzę z ich doświadczeń i życiowej mądrości, toteż z wielką radością czekamy zawsze na naszych zacnych Gości.
    Więcej ...
  • 4 Mikołaj

    Tradycyjnie już w piątkowe popołudnie świetlica w Grodźcu zapełniła się najmłodszymi milusińskimi. Dzieci z wypiekami na twarzy wyczekiwały mając wątpliwości nie ma śniegu, czy dojedzie ? Wiadomo że jest dobry, że przywozi prezenty …..słowem budzi emocje.
    Więcej ...
  • 5 Turniej w Kota

    Po raz dziewiąty w sobotnie popołudnie dawna „Kuźnia” w Grodźcu będąca siedzibą Stowarzyszenia „Nasz Grodziec” zapełniła się pasjonatami gry w „Kota”, która od wielu pokoleń emocjonuje jej uczestników.
    Więcej ...

Akcja Repatriacja

Dzień 1

Wyprawa rowerowa do Biłki Szlacheckiej (Królewskiej), ruszyła 6 lipca 2008r. śmiałkowie: Ania, Łucja, Ola, Piotrek, Adam, Tomek i Krzysiek minęli tablice woj. małopolskie.

Zobaczą, jak wyglądała miejscowość naszych przodków. Poznają jej historię (może uda się znaleźć jakieś jej ślady). Posprzątają i uporządkują cmentarz biłecki. Nawiążą kontakt (współpracę?) z dzisiejszymi mieszkańcami obu Biłek. Po powrocie zapewne przywiozą zdjęcia, które zamieścimy na stronie.

Dzień 2

Drugi dzień naszej podróży był naprawdę męczący, bo jeśli ktoś myśli, że wjazd na Górę św. Anny od strony Wysokiej jest uciążliwy, to baaardzo się myli. To były górki! Mieliśmy naprawdę dośćAle od czego silna wola? Minęliśmy nawet planowany nocleg w Wolbromiu i pojechaliśmy dalej. We wsi Wierzchowisko przyjął nas bardzo życzliwy gospodarz, pozwolił rozbić noclegi w ogrodzie, wykąpać się i nawet postawił kolejkę. Wieczór był naprawdę przyjemny. O piątej rano zbudził nas potworny kwik świń, nasz gospodarz miał bowiem 70 sztuk i odstawiał je na ubój, właśnie o 5. rano. Oprócz kwiku świń był także gorszy dźwięk, o namiot wyraźnie dzwonił deszcz. Na szczęście nim wygrzebaliśmy się już nie padało. Dzisiejsza droga mimo górek szła całkiem dobrze. Wyjechaliśmy z woj. małopolskiego, lecz potem wjechaliśmy w świętokrzyskie. Tu w małym gminnym miasteczku Skalbmierz przenieśliśmy się czasy późnego Gierka. Całkiem dobrze wyglądająca z zewnątrz restauracja okazała się barem chyba wcale nie stylizowanym na bar GS-u. Menu również gieesowskie: flaczki, fasolka po bretońsku i bigos, wszystko oczywiście odmrażana. Dziś nocleg w Dołędze, znowu w Małopolsce, jutro zaś krótka trasa.

Dzień 3

Jeszcze słowo o wczorajszym noclegu. Okazało się, że agroturystyka, gdzie mieliśmy nocować, już nie działa. Na szczęście spotkaliśmy bardzo życzliwego sołtysa wsi Zaborów. W Zaborowie działa Dom Ludowy oraz remiza strażacka. Właśnie do strażnicy zaprosił nas Sołtys pan Franciszek Bełbło. Było naprawdę przyjemnie. Nawet zrobiono z nami wywiad do czasopisma W zakolu Raby i WIsły. A rano, rano coś w nas wstąpiło, ruszyliśmy kłusem i całą trasę przejechaliśmy bardzo szybko. Już około 16 byliśmy w Dębicy, gdzie czekała na nas pyszna ciepła kolacja i wspaniałe przyjęcie. Wszyscy czujemy się bardzo dobrze, choć nogi (i nie tylko nogi:) trochę bolą. Gospodarzom serdecznie dziękujemy!!! Jutro zupełnie wypoczęci ruszymy w dalszą drogę.


Dzień 4

Przeczuwałem, że nie zechce nam się wcześnie wyjeżdżać z gościnnego domu w Dębicy, ale nie myślałem, że wyjedziemy dopiero o 10.30. Mieliśmy więc już na starcie spore spóźnienie, a przed sobą 81 km. Spóźnienie jeszcze powiększyło się, gdy po raz pierwszy od wyjazdu z Grodźca dopadł nas w drodze deszcz. Na szczęście zdążyliśmy schronić się na przystanku PKS. A potem zapomnieliśmy o deszczu i zimnie, bo zobaczyliśmy przed sobą takie góry, przy których te wczorajsze wydawały się nam zabawkami. Z góry tak dużej świetnie sie zjeżdża, ale wjechać na nią to nie lada problem. I trudno się dziwić, że część z nas zamiast wjeżdżać prowadziła swoje stalowe rumaki pod górę. Dopiero około 18. poczuliśmy głód i zjedliśmy pyszne ruskie pierogi w miejscowości Niebylec. Choć wszyscy z nas wychowali się na pierogach i wszyscy znamy smak "pieroga idealnego" (czyli takiego jak w domu), to zgodnie stwierdziliśmy, że te z Niebylca są naprawdę smaczne. W Niebylcu również odkryliśmy, że do noclegu mamy jeszcze tylko 12 km. Wszyscy przyśpieszyliśmy, jedni rowerami, inni nogami i około 20 znaleźliśmy już nocleg. Pod swój dach przyjęli nas państwo Irena i Stanisław Adamowie, mieszkający we wsi Barycz. Jutro ruszamy już do granicy.


Dzień 5. (relacja odtwórcza)

Z Baryczy dojechaliśmy do Medyki, choć nie było nie było to wcale takie proste. Ciągle były górki, ale czując bliskość granicy nogi jakoś łatwiej pokonywały opór przełożeń i rowery mknęły całkiem szybko. Zamiast szukać noclegu w Medyce postanowiliśmy przekroczyć granicę i przespać się już po stronie ukraińskiej. Przejście granicy to przeżycie zupełnie koszmarne, choć zaczęło się całkiem niewinnie. Na polskim posterunku nie było tłoku, pogranicznicy życzyli nam dobrej drogi i już było po wszystkim. A potem, pomiędzy posterunkiem polskim i ukraińskim zobaczyliśmy tłum ludzi stojący w zbitych grupkach. Akurat zmieniali się ukraińscy celnicy, więc czekając wypełnialiśmy dość bezsensowne dokumenty. A potem przyszedł nowy celnik, kazał nam podejść aż pod budynek, a następnie pozwolił na to samo stojącemu za nami tłumowi. Zostaliśmy mocno ściśnięci, zaczęły się krzyki i przepychanki. Jakimś cudem udało się nam jednak przekroczyć granicę a za granicą znaleźć w miarę dobry hotel (brakowało w nim tylko ciepłej wody:) Umyliśmy się w zimnej wodzie i zasnęliśmy zupełnie szczęśliwi. Jutro jedziemy do Biłki!!!

Dzień 6. (relacja odtwórcza)

Rano ruszyliśmy do Biłki. Droga była długa (ponad 100 km) i wyczerpująca. Nie dość, że trzeba było ostro pedałować pod górkę, to jeszcze należało pamiętać, że kierowca nadjeżdżającego właśnie samochodu nie uważa nas - rowerzystów - za pełnoprawnych użytkowników drogi. Trzeba więc było mieć się na baczności, najlepiej zjeżdżać na pobocze drogi. Do Biłki przyjechaliśmy późnym wieczorem, sołtys Biłki zaproponował nam nocleg pod namiotami nad stawem, tam gdzie przed wojną był młyn. Gdy rozbiliśmy namioty przyszedł z wódką i kiełbasami. Dość długo siedzieliśmy przy ognisku pijąc ukraińską wódkę i zagryzając ukraińską kiełbasą. Około północy zasnęliśmy snem sprawiedliwego.

Dzień 7. (relacja odtwórcza)

Rano spotkaliśmy się z uczestnikami wycieczki autokarowej z Grodźca. Wspólnie zwiedziliśmy cmentarz oraz kościół w Biłce Szlacheckiej. Następnie doszło do rozmów pomiędzy sołtysem Grodźca i Biłki Szlacheckiej. Po spotkaniu z rodakami z Grodźca zwinęliśmy namiotu i przenieśliśmy się do motelu Relax. Po południu zrobiliśmy jeszcze jedną wycieczkę do Biłek. Robiliśmy zdjęcia nagrobków i zdęcia domów. Nagrobki polskie w Biłce Szlacheckiej są niestety mocno zniszczone, nieco lepiej wyglądają te z Biłki Królewskiej. Z rozmowy z sołtysem dowiedzieliśmy się, że można wygospodarować jakąś część cmentarza. zgromadzić na niej ocalałe nagrobki, a nawet postawić jakąś tablicę upamiętniającą zmarłych na tych ziemiach Polaków. Sołtys obiecał też, że będzie można odnowić pomnik, zamordowanego przez Ukraińców, księdza Adama Hentschela. Teraz wystarczy zdobyć na to fundusze. W rozmowie z Sołtysem Biłki dowiedzieliśmy się także, że podczas prac melioracyjnych odkopano w Biłce stary cmentarz. Znajdował się on na wprost majątku, wszystkie odkopane czaszki miały ślady cięcia szablą, był to więc cmentarz bardzo stary. Wydobyte szczątki pogrzebano ponownie. Wieczorem ostatnie piwo z uczestnikami wycieczki, jutro każdy idzie w swoją stronę. Wycieczka pomyślnie dobiegła końca. Pozdrawiamy!

Odwiedza nas 32 gości oraz 0 użytkowników.

Copyright 2020 Nasz Grodziec